o dzieciach 2011-02-05 16:22:00

Jaś.
Boję się troszkę o niego. Jest wrażliwcem. Każdą emocję przeżywa dwa razy mocniej.
Boję się, że nie zdołam go nauczyć jak się obronić przed umieraniem.

Julek.
Julka łatwo się lubi.

 

skomentuj (1)

sobota 2011-02-05 16:18:34

Siedzę w teatrze. Dobre brzmienie owego zdania jest złudne.

Na końcu świata siedzę i myślę, że to nie jest to.

Ogólnie dobrze jest w przyszłości.
Może to tylko nadzieja na ciepłe ręce i płuca pełne, naprawdę pełne powietrza.

Tyle chciałabym Ci pokazać i tyle chciałabym Cię nauczyć.
Sfera chcenia mało realnie przekłada się na operacyjność działań.

Może małe myszy są szczęśliwe.

Czas.
Nie lubię czasu.
Nie lubię czasu w sensie odpowiedniości i niemożności cofnięcia, poprawienia, dopracowania. Jak nie wykorzystasz go w tym jednym, jedynym momencie, w którym jest to go tracisz. A bycie w jest to proces ciągłej zmiany.
Z drugiej strony czas jest fascynujący.

Gdzie chciałabym być jutro?
Jutro chciałabym być  zakotwiczona w sensie, w poczuciu dobrego, w spełnieniu.


skomentuj (1)

Dziś - jakby cokolwiek dalej 2010-08-21 23:26:47

Ważę 65 kg i nie czuje się z tym najlepiej.
Jak dotąd wysypało się ze mnie dwóch małych chłopców.
Teraz śpią.
Starszy niespokojnie a młodszego budzi w nocy mały Głoda.

Ogólnie trochę porażka.
Nie wykształciłam się jeszcze.
Jestem mamą na wychowawczym i też nie jest mi z tym najlepiej.


Może nie ten czas, nie to miejsce, nie tak.

Troszkę nie umiem się tu znaleźć.
Trzyma mnie coś nisko.


Trzeba być takim mądrym i takim silnym i takim bezpiecznym.

skomentuj (4)

wychodzę 14 lipca 2008r. 2008-05-30 09:29:49

Dziwnie być obiektem poznawanym od środka. I nie chodzi tu o nagły ból między żebrami, tylko o niekontrolowane ruchy brzucha. Raz po lewej stronie, raz po prawej pojawają się wyspy szczęśliości, które mogą być pupką, główką, nóżką czy rączką już istniejącego nowego.

Moja mama urodziła się 14 lipca. Według planu, na 52 urodziny dostanie wnuczka numer trzy.
Mimo że siostry były szybsze i postarały się o przedłużenie ludzkości szybciej, to zawsze nadzieja tkwi w tym, że "ostatni będą pierwszymi".

Świat stanie w miejscu a jednocześnie nabierze niewiarygodnego przyspieszenia. Przecież można poruszać się tak szybko, że krajobraz za oknem się nie zmienia. Chociaż ludzie dookoła powolutku znikają. Siwieją, zamykają oczy i łapiesz się na tym, że jedziesz do dziadka, a dziadek już gdzie indziej, głębiej.

Coraz więcej wiecznych odpoczynków.

Coraz więcej też białych sukien i niewinnego nadawania imion, stawań się człowiekiem.

coraz więcej.



skomentuj (1)

Pół roku później 2007-10-29 18:30:47

Zatem sytuacja wygląda następująco:
Jestem szczęśliwą mężatką od 21.04.2007 roku. Swojego obecnego męża znam ok. 20 lat.

Czy dużo się pozmieniało?
Np. nazwisko mam inne.

Tak sobie myślę, że bez drugiego, to strasznie ciężko się żyje. Liczyć można tylko na siebie i tylko na siebie. A jak siebie ma zły dzień to umarł w butach.

skomentuj (2)

Przeprowadzka 2006-12-09 17:43:43

Od ok. dwóch tygodni mieszkamy przy Reymonta 23. Razem. Czy dużo się zmieniło? Chyba nie. Może wynika to z faktu, że bardzo mało jesteśmy w domu. Ja mam pracę, dwa kursy (chociaż jeden już w zasadzie skończyłam) i angielski od 9 rano do 14:40 w weekendy.

Normalnie karuzela.

Ale jest dobrze.

Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i ślub się odbędzie w terminie i zgodnie z planem w kwietniu.

skomentuj (3)

chowanie 2006-07-14 21:58:20

a schowam się i nikomu nie dam się znaleźć a co !!!

skomentuj (2)

potocznie 2006-07-03 19:01:24

Za to potocznie. Na właściwym, codziennym torze staję się księgową. Ja z typowo humanistycznym wykształceniem znajduję w sobie coraz większą sympatię do matematyki i analitycznego myślenia. W środę zdaję egzamin. Potem dwa tygodnie harówki nad zaległą (oh jak bardzo) magisterką. Następnie morze, rower i góry. Kto chce jechać ręka do góry i zgłoszenia na maila. (uwaga nie będziemy leniuchować). A po powrocie dwa miesiące intensywnej nauki (szczególnie obcego języka angielskiego, bo co z tego że gadam, jak gadam z błędami) Oczywiście zawsze się z rodowitymi obcymi porozumiem, nawet mój odbiór będzie zbieżny z ich przekazem, ale skoro można ładniej i mieć to na piśmie, to czemu nie. Zresztą wynalazłam sobie gratisowo, co przy permanentnym braku gotówki i innych środków pieniężnych jest nader ważne.
Z życia wzięte ostatki mojej doli wyglądają jak powyżej.
AAAA i od października muszę zacząć pracować - płaca musi być wysoka cobym na swój ślub zdołała zarobić.

Przy okazji możecie kochani zgłaszać propozycje praktyk ślubno-weselnych z jakimi się spotkaliście, a które gotowi byście byli z czystym sumieniem podać dalej. Z chęcią podkradnę pomysł i zaaplikują własnemu żywemu organizmowi.

skomentuj (0)

Pożycie równoległe 2006-07-03 18:53:09

Dwutorowo biegnę. Myślisz, że będąc na jednej z moich stacji wsiądziesz i będziesz na zawsze. Nic bardziej mylnego. Ja jeżdżę dwutorowo, równolegle. Załamanie przestrzeni pozwala mi uniknąć pomieszania światów. Załamania światła przepuszczają listy między mną i mną. Tak trudno czasem rozpoznać się w lustrze. Nie wiem czy pomieszanie wieści jest tylko pomieszaniem informacji czy wszystkich cząsteczek układających mój obraz. Tylko Ty pozwalasz mi wiedzieć gdzie jestem. Wtedy wiem od kogo muszę uciekać. Czasami.
W tej równoległości jestem sama ze sobą i wiązkami światła. Jest łąka, róże, rzeka. Kazia kołysze się na fotelu, podjada jagody i głaszcze czarnego kota z białą krawatką. Jest las. Tylko ręce zawsze mam tam zimne i takie smutne oczy.

skomentuj (0)

Uciekam w siebie 2006-05-29 11:20:33

Zaginęłam. Trzymasz mnie za rękę i chodzimy. Ale ja zaginęłam. Gdzieś gdzie wciąż rosną infantylnie róże. Takie miejse jak drzewo przed domem kopciuszka czy szklana trumna, w której ukryła się Śnieżka. Moje róże wcale nie są różami. Bardziej przypominają stary las, gdzie nie ma komarów a obejmując drzewa odczuwa się miękkość i życie. Rytm poruszanego mięśnia. W tym miejscu płynie rzeka, nad którą nikt nigdy nie płakał, w której nikt nigdy nikogo nie stracił. Woda, która nie musiała przynosić ulgi i przenosić złych wieści. Takie miejsce gdzie nia pamięta się o niczym. W powietrzu unosi się zapach radości. Gdzie mam oczy pełne i ciepłe ręce.

skomentuj (4)

a wczoraj 2006-05-29 11:12:44

Wczoraj zupełnie normalnie było wczoraj. Złosci mnie stan stania. Złości mnie stan przykucia metalowymi śrubami do podłoża, które wcale nie jest świeże, pachnące i naturalne. Robię pod siebie. Robaki. Zaraz zacznie padać. Pada. Ściakają po mnie włosy. Bardzo nie lubię mieć mokrej twarzy. Chociaż ostatnio twarz ciągle mokra. Potrzebuję suchości, miękkości i ciepła. Może dobry byłby piec. Taki Pana Boga. Żeby się za nim schować. Byłoby dobrze.

skomentuj (1)

moja Kazia 2006-05-29 11:08:30

Moja kazia umarła. Truskawki nie przetrwały zimy - zmarzły a to, co zostało zgniło.
Leży ziemia wpatrzona w niebo. Nikt jej nie podnosi, bo wszystko widzi, oprócz własnego cienia. Może nie istnieje. Nadajemy dowody naszego istnienia.
Pani w okienku pyta, czy musi być priorytetem. Nie. Wcale mi się nie spieszy.
Wyjątkowość właśnie tego miejsca w czasie jest nieudowadnialna. A jednak coś pod skórą rusza się niespokojnie, jakby nigdy więcej to "coś" miało się nie powtórzyć.
To dziwne jak szybko czasem odczuwam niewłaściwość podjętej właśnie decyzji. Razem z wymawianiem ostatniej sylaby. Wydłuża mi się stan żałości.
W niepowtarzalności tego punktu, zakrzywionej właśnie przestrzeni jest pewna nieporadność. Pierwszy raz można mieć szczęście, albo spóźnić skok.
Omija mnie świętość. Zamarłam. Może wypuściłam siatkę z ziemniakami, może chlebem. A wciąż mimo zdolności mówienia językami ludzi jestem niema. Puste oczy, bo cała zawartość jest w siatce z ziemniakami albo chlebem.

Wieje. Szkoda, że nie ma zapachu morza. Chyba tęsknię.

skomentuj (0)

Zezłościłam się 2006-05-29 10:18:54

skomentuj (1)

Jabłka Adama 2006-05-26 14:38:50

Dania 2005; l.15; min.94
Reż. Anders Thomas Jensen;
Obsada: Mads Mikkelsen, Ulrich Thomsen;

Trochę ten film przypomina świat animków. Już chciałam napisać, że nikt nie umiera, ale to nieprawda. Ta śmierć jest jednak naturalna. Od kul umierają tylko ptaki - nie ludzie. A trochę strzelania w tym filmie jest.
Trzyma mnie ten film w sobie i nie puszcza. Pokazuje rzeczywistość, przeczy jej, interpretuje.
Dla mnie jest to nowy sposób robienia filmu. Jeden z najlepszych filmów jakie widziałam.

Mocny film. Dla mnie o tym, jak trudno przekonać do dobra a jak łatwo być złym. O tym, że to jak interpretujemy świat wpływa na to kim jesteśmy. O tym, że przekonania dają siłę. O tym jak wiara wpływa na działania człowieka. I mimo że film odnosi się do Boga i Szatana to myślę, że nie należy traktować go w kategoriach religijnych będących poza życiem codziennym. Bo czy jest to film o Bogu?

Religia pokazana jest tu raczej jako coś płytkiego, bardzo filtrowanego przez człowieka. To jaka jest, zależy od tego kto ją wyznaje. Z drugiej strony nie można powiedzieć, że jest ona traktowana czysto fasadowo. Czy selektywnie?
"- Bóg jest po mojej stronie" zawsze. - To pozwala bohaterowi żyć. I jeszcze jedno bardzo ważne i naiwne skąd inąd założenie: każdy człowiek jest dobry.

Może właśnie to założenie na przekór faktom, trwałe, tak bardzo uderza w widza. We mnie uderzyło.

Na świecie było kilka eksperymentów dotyczących zachowania. Jeden z nich dotyczył podziału mniej więcej takich samych uczniów na dwie klasy. Nauczyciele jednej z nich dostali informację, że będą uczyć dzieci leniwe, trudne, nie lubiące nauki, raczej mierne. Nauczyciele drugiej dowiedzieli się, że mają klasę dzieci niezwykle uzdolnionych, grzecznych, niemal geniuszy. Okazało się, że w teście końcowym sprawdzającym wiedzę dzieci z obu klas lepiej wypadły te z drugiej klasy.
W tym filmie widać podobne założenie jak w eksperymentach szkolnych. Jeśli traktuję Cię dobrze stajesz się dobry, jeśli traktuję Cię jak nieuka stajesz się nieukiem (zły).

To, czym mnie jeszcze uderzył film, to próba złamania czegoś co nam nie pasuje. Walka dwóch założeń dotyczących natury człowieka:
1. Jest z natury dobry
2. Jest z natury zły
Mamy taką tendencję, żeby zdemaskować coś, co uważamy za nieprawdziwe. Przecież to my mamy monopol na prawdę.
Jest takie mądre powiedzenie: uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić.

Czy jedynym sposobem na poprawę świata jest tworzenie sobie innego?

Każdy kawalątek naszego życia ma znaczenie, każda czynność, którą podejmujemy będzie miała konsekwencje. Oklepana formułka, że za każdym razem wybieramy zło albo dobro, że nasze życie to pole walki z diabłem, że to nieustająca bitwa nabiera tu "ciała", właśnie w tym filmie przekonuje.

To nie jest komedia, to nie jest czarna komedia. To film, którego nie umiem zaszufladkować. Film, kótry nosi się we mnie i nie pozwala o sobie zapomnieć.

skomentuj (2)

KINO 2006-05-23 12:44:57

Jasminum
Lubię Kolskiego. Lubię go za to, że potrafi zabrać do swojego świata bez zapraszania, mimowolnie. Kolski wywraca świat na lewą stronę: to, co wydaje się tajemnicą okazuje się banalne, to co jest banalne - okazuje się głębokie i niemal mistyczne. Bóg zawsze jest gdzie indziej, człowiek też jest gdzie indziej niż się wydaje.
Kolski ma umiejętność pokazywania rzeczy prostych. To trudna sztuka. Pokazać miłość, która nie nudzi, ktora nie jest oklepana, chociaż słyszana w podobnej wersji milion razy. Pokazać świętość bez patosu i moralizatorstwa.
Kolski mówi prosiaki a nie świnki, pokazuje namiastki, które wrzucami na sam szczyt hierarchii wartości.
Wytyka klapki na oczach.
-A co się dziwisz?

Świat Kolskiego to jest po trosze świat dziecka, które jest w 100% naturalne, ludzi traktuje jednakowo, jest szczere i bezpośrednie. Jednocześnie daleko Kolskiemu do infantylizmu.
- Nie chcesz kaczki?
- Nie
- Dlaczego?
- Bo wszędzie sra. Śniadanko.

Wzrok, słuch, zapach, dotyk, smak. Chyba w tej kolejności się poznajemy.
W Jasminum Kolski zajmuje się trzecim zmysłem.

skomentuj (0)

Bieszczady 2006-05-15 10:05:19

Dzień Trzeci - Niedziela

Plan był taki:
Ranne wstawanie, szybkie śniadanie, prowiant na drogę, plecaki na grzbiety, kościółek i w drogę.

Realizacja wyglądała następująco:
Późne wstawanie, szybkie ubieranie, pęd do kościółka, długie śniadanie, czekanie na autobus, który przyjechał 10 minut wcześniej niż stoi w rozkładzie, zmiana planów - idziemy na Jawornik a potem się zobaczy.

Przez ten cały galimatias z porannym leniem zaczęliśmy wędrowanie dopiero ok. 10:45.
Idziemy szosą od Starego Sioła w kierunku Cisnej i skręcamy w żółty szlak po lewej. Czeka nas 1,5 godzinki wędrówki na Jawornik (1022). Po drodze Tomek spostrzega ślady torów (szyny, tory i wszystko co po nich jeździ to coś, co Tomek lubi). Jest to porośnieta droga nieczynnej kolejki wąskotorowej Przysłup–Moczarne. Na Jaworniku rozkładamy statyw - uwieczniamy punkty zwrotne w naszym życiu, rozstaje dróg itp., wyciągamy mapę. Decyzja: idziemy do Rabiej Skały a potem zobaczymy. Czeka nas mniej więcej 2,5 godzinki marszu.
Na wysokości 1193m jesteśmy już głodni. Przerwa obiadowa na Paportnej, ileż tu paproci. Jemy kanapki, pijemy herbatkę, na deser czekolada mniam.
Odpoczeliśmy, czas w dalszą drogę.
Po dojściu do granicy zastanawiamy się czy nie umnkąć na Słwowację. Na kolejnym rozstaju dróg decydujemy się na trasę 5,5 h + powrót do Wetliny 2,5 Działem lub zejściem do Brzegów Górnych i łapanie pojazdu uzbrojonego w konie mechaniczne.
Jest dosyć późno, ale mamy nadzieję, że zdążymy przed zmrokiem. Czasy trochę kłamią - chociaż może są dla wędrowców niosących cały swój dobytek. My nosimy ze sobą tylko część - to, co najpotrzebniejsze: prowiant, bluzy, kurtki, termosy, latarki, aparat.

Nasz celi w tej chwili to Wielka Rawka (1306 m), a potem zobaczymy.

Pas graniczny polsko-slowacki jest całkiem przyjemny. Słupki graniczne są ponumerowane - można chodzić małymi kroczkami: od słupka do słupka ;-).
Mniej więcej na dziewiątym kilometrze wyciągamy kanapki, herbatę i zajadamy się aż się uszy trzesą. Tomek ustawia statyw, wyjmuje pilota i rach ciach mamy piękne zdjęcia.
- Wyjdziesz za mnie?
-A masz pierścionek? Pewnie, że za Ciebie wyjdę.

Aparat się wyłączył, bo zbyt długo stał nie używany. Mała reaktywacja.
-Wyjdziesz za mnie?
- No tak.
W moich dłoniach znalazło się małe czerwone pudełeczko. To dziwne, ale nie wiem, co z nim zrobić. Boję się otworzyć. Myślę: zaraz się rozpłaczę.
Pudełeczko się otwiera a pierścionek wędruje na serdeczny palec. Normalnie nie mogę uwierzyć, że to naprawdę, że to dziś, że to na pasie granicznym, że w górach, że jest ładna pogoda...

Oboje dostajemy solidną dawkę energii i lecimy dalej, w końcu mamy prześcignąć czas. Dochodzimy do Krzemieńca. Teraz zamiast dwóch państw, mamy do wyboru już trzy: Polskę, Słowację i Ukrainę. Jeszcze chwilę będziemy się zastanawiać: czy Polska czy Ukraina. Swoją drogą jeśli chcielibyśmy zamieszkać pomiędzy słupkami białoczerownymi i niebieskożółtymi to jaki byłby nasz adres?
Coraz więcej otwartej przestrzeni. Plusem jest to, że jest mniej śniegu,(mamy buty przemoczone do suchej nitki), minusem, że wieje jakby głowy chciało pourywać. Na Wielkiej Rawce zmianiamy garderobę, a w zasadzie dokładamy kolejne warstwy. Zastanawiamy się czy zdążymy przed zmrokiem wrócić Działem do Wetliny. Boli mnie prawy staw kolanowy - decydujemy się schodzić zejściem mniej stromym. Wygrywa Dział. Idziemy szybko. Szlak jest bardzo dobrze oznaczony. Widzimy Połoninę Caryńską, Wetlińską. Pięknie. Coraz szybciej się ściemnia. Wyciągamy latarki. Jest stromo. Zwalniamy. Kolano boli coraz bardziej. Nie omijamy już błota. Udało się. Zeszliśmy. Jest mniej więcej 21. Jeszcze tylko mniej więcej dwa do trzech kilometrów i jesteśmy w domu. Padam z nóg. Całe skarpetki mokre. Kąpiemy się szybciutko i jak kaleki kładziemy. Tomek w międzyczasie robi kolację i wypycha nasze buty gazetkami, żeby im sucho było. Pijemy gorące kubki i zapadamy w głęboki sen. Jutro będzie lajcikowo.



skomentuj (5)

Bieszczady 2006-05-05 16:51:15

Dzień pierwszy:
Godzina 16 - kilometrowa kolejeczka do okienka z biletami w jedną stronę.
- Na dzisiaj?
- Tak, na dzisiaj.
Bilety kupione. Wszystko w porządku, można się zrelaksować.
Godzina 20:30. Sprawdzam. Czy dzisiaj jest 29.04.06? Jejku przecież to jutro. Warszawa Zachodnia, lecę do kasy. Tylko dwa okienka z logo koleii mazowieckich ijedno intercity. Gdzie jest informacja??? Gdzie można kupić bilet na pośpiech, ekspres? Nic. Staję w krótszej do koleii mazowieckich. Z nudów patrzę na rozkład. Pociąg jest ale nie o 21:15 tylko o 20:51. Kurka coś nie tak. No nic, stoję. Okienko.
- Proszę Pani, kupiłam dzisiaj bilet i dzisiaj chcę jechać, ale data jest jutrzejsza.
pieczątka z nową datą : "wyjazd w dniu 28.04.06r"
Lecę na peron.
- Tomek, jestem na peronie szostym.
- To zejdź na dół, bo nasz pociąg jedzie z czwartego.
Hmmm.
Wchodzimy na czwórkę. Masa ludzi. Przyrost naturalny rośnie w zastraszającym tępie. Czekamy.
Wjeżdża. Drzwi otwierają sie w pędzie, wskakują jacyś apacze. Myślimy - 13 godzin stania. Wchodzimy. Na korytarzu już ulokowali się jacyś hardcorowcy z zamiarem przestania.
- Czy są da wolne miejsca?
-Nie.
-Nie.
-Tak.
Niesamowite :-) Siedzimy. Później do naszego przedziału zmieści się jeszcze dwóch hardcorowców z przejścia. Studenci, albo już po. Doświadczenia miezynarodowe. Koszulka z Lednicy i Lech oraz dokupiony Harnaś. Cena Harnasia w puszce 0,33 na trasie warszawa zachodnia - wschodnia 5 zł. Skład demograficzny naszego nowego domu to: ja - dziewczę lat 25 prawie, kobieta - na oko ok.30; cztreech studentów; gość od kobiety też ok. 30. i Jeszcze jeden uchachany w wieku niewiadomym bawidamek. Skałd ulega później magicznej przemianie i trzech studentów przemienia się w dwie studentki i jedną panią starszą.
Wszyscy zakochani w górach prawdziwie, niektórzy zakochani dodatkowo w trunkach również prawdziwie. Nie każdy zabiera ze sobą mały słoiczek śledzi, kilka ugotowanych na twardo jajek, kilka ogórków konserowych i czystą.
Mamy lekkie opoźnienie. Wysiadamy w Zagórzu. Aż do tego momentu nie byłam świadoma ile ludzi może się zmieścić w PKSie i przeżyć.(Cena ok. 7 zł). Złapaliśmy busa. Kierowca policzył nam po 10 zł. od osoby za ok. godzinę jazdy. Ci co siedzieli na siedzeniach płacili 13 zł. za ten luksus.
Wetlina 91. Domek jak domek. Wspólna kuchnia na dole. Kawałek szafki, kawałek lodówki, zmywać trzeba było tylko noże, deski, patelnie i garnki. Domowe ogórki i konfitury do dyspozycji, łazienka w pokoju, wielkie łóżko jedno i małe jedno. Szafa, szuflady, dwie nocne lampki. Ogólnie czysto, miło, sympatycznie. Tylko drogo.
Odsypiamy. Wieczorkiem spacerek po Wetlinie, żeby zobaczyć co, gdzie, jak. Obiadek ciepły - pierożki ruskie tudzież z kapustką, małe zakupy prowiantowe. Dobranoc.

skomentuj (3)

koniec marca 2006-03-27 19:49:59

Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Wszystko zaczyna spod ziemi wyłazić, zamieciony pod dywan strach zaczyna rosnąć. To tak, jak zamykanie oczu - jak czegoś nie widzę, to tego nie ma. A jednak strach coraz głośniej we mnie krzyczy. Dlaczego? Bo ja strachliwa dziołcha jestem. Odważna jestem tylko wtedy gdy na niczym mi nie zależy, ale nie lubię się w takim stanie. Złość budzi we mnie energię, czasem bezsilność. Trudno się zorientować jaki skutek wywoła. A aktualnie jestem zła. Zła na siebie, bo zamknęłam oczy i żyłam w ułudzie. Zła, bo wcale nie chcę otwierać tych oczu, czasem zwyczajnie nie da się nie zauważyć. Ale może wyolbrzymiam i świat się wcale nie zmieni. Mogę być dla każdego z osobna, ale nie razem. Zresztą nie wiem czy ten kraj jest na tyle duży, żeby mnie zranioną pomieścić jak już przyjdzie czas. Może ucieknę daleko, bardzo daleko, może wtedy mniej będzie boleć jak już prognozy się sprawdzą i przyjdzie pora bardzo deszczowa i bardzo długa. Chociaż wolałabym być pewna na 100% i nie mieć ani chwili wątpliwości. Nie wiem czy to możliwe. A szkoda.

skomentuj (2)

dziś 2006-02-11 16:21:54

Jakoś nie mam siły na życie. Jakoś brakuje mi energii do tego, by oddychać. Czuję się jak w plastikowym worku, który nie tylko ciasno oplata mi głowę ale wręcz mnie całą. Przytłacza mnie każdy poranek z coraz większą siłą. A ja jestem pusta.

skomentuj (3)

dziś 2006-02-11 13:06:42

nie jest dobrze.

skomentuj (1)

23.01.06R. 2006-01-23 17:39:52

W czwartek dzwoniła do mnie Pani z Ministerstwa Sprawiedliwości z informacją, że jesli jestem zainteresowana to zaprasza mnie na rozmowę kwalifikacyjną 31.01.06r. Powinnam się cieszyć, ale wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że kupiłam sobie bilet powrotny na 01.02.06r. Sama jestem sobie winna. No i na rozmowę nie idę.
Kupiliśmy bilety na pociąg ex. na jutro na 06:05, ale dzisiaj się opóźnij 2 godziny. Jeśli opóźni się jutro mniej więcej tyle samo to nie zdążę na samolot. Zatem Tomek wymienił bilety na pociąg TLK o 00:33 czy jakoś tak - ostatnio opóźnił się tylko 180 minut.
Normalnie ta podróż zapowiada się fascynująco kurka blaszka. Wcale nie chce mi się tam jechać. Poza tym co ja będę tam robić??? Jeszcze się nie spakowałam. Nie napisałam pracy magisterskiej. W ogóle ten wyjazd to jest chyba plan pijanego zająca.
Mam nadzieję, że wrócę w ustalonym terminie.

skomentuj (0)

normalnie się zastrzelę 2006-01-11 16:32:38

Od lutego 2004 nie napisałam wiersza :-(
Od dłuższego czasu próbuję stworzyć coś co miałoby sens i za co daliby mi trzy literki przed nazwiskiem i nic mi z tego nie wychodzi. Czas - piękna rzecz, ale przelatuje mi przez palce tragicznie. Chciałabym gdzieś wyjechać odpowcząć, mieć to wszystko z głowy, ale dopóki nie napiszę to nici z odnowy psychicznej. Może praca jest lekiem na całe zło? Może mnie ktoś zatrudni? Normalnie w maju chcę się wyprowdzić z domu. I już.
P.S.
1. muszę oddać książki do biblioteki
2. muszę udać się do banku
a) zlikwidowac konto
b) odnowić konto
3. muszę napisać ankietę
4. przeprowadzić ją
5. wydobyć materiały z urzędu
6. zlożyć C.V
7. zobaczyć co gdzie jeszcze oferują
8. zeskanować dowód, zdjęcie, zgody napisać i porozsyłać
9. dowiedzieć się kiedy ewentualnie będzie rozmowa kwalifikacyjna
10. kupić różne rzeczy na wylot
11. kupić zaległe gwiazdkowe
12. pojechać do PZU
13. odebrać polisy z byłej
14. zarejestrować się
15. matko i córko i masę innych

ale nie bój żaby będzie dobrze

skomentuj (1)

11.01.06r. 2006-01-11 10:22:05

wczoraj przyleciała moja siostra z narzeczonym. Siostra jest ode mnie 5 lat młodsza. ( i ma narzeczonego!!!) przecież to jeszcze dziecko. Chociaż jak się na nią patrzy to można mieć co do tego wątpliwości. Troszkę zazdrosna byłam, bo faktycznie wygląda rewelacyjnie. Powoli układa sobie życie.

skomentuj (1)

04.01.06r. 2006-01-04 16:08:38

Siedzę. Znowu siedzę i nic. Chociaż zaczyna we mnie coś drgać. Zresztą co do wyjazdu to raczej nie polecę na emigrację. Może tylko w odwiedziny do siostrzyczek. Ciepłego dzionka :-)

skomentuj (3)

30.12.05R. 2005-12-30 20:07:46

Ostatnio mi się wszystko jakoś rozjeżdża. Wszystko mi się wali. No może nie wszystko, ale mam coraz więcej wątpliwości . I wcale mi nie pomaga zdanie: wątpię więc jestem. Guzik. Wątpienie to jeden z najgorszych stanów jakie dopadają człowieka. Nie pracuję od jakiegoś czasu, bo się zwolniłam. Tak sama. Wcale nie musiałam. Miałam plan. Plan powoli ale systematycznie bierze w łeb. Ten rok mimo wszystko był dobry. Naprawdę dobry. Może dlatego, że nawet najczarniejsza ciemność jest lepsza od światła pod warunkiem że ciemność się zna a światła nie. Nie będę robić postanowień na nowy rok. Nie dlatego, że nie są potrzebne. Może dlatego, że postanowienia powinno się robić każdego dnia. Ja powinnam. Może w końcu nauczę się systematyczności, czy czegoś w tym guście. Uwaga! Uwaga! chyba powoli zaczynam szukać pracy. Nie na Nowy rok. Po to, żeby mieć wybór:-). Oby ludzie częściej się uśmiechali tak w ogóle na codzień, do siebie nieznających się.

skomentuj (3)

koncert Heya 2005-12-03 11:13:29

Byliśmy na koncercie:-): ja , Tomek i kwiat młodzieży z mojej pracy w postaci pięknych kobiet przed trzydziestką ;-). Ja to mam szczęście do ludzi jednak ciągle i wciąż i mimo wszystko. Kochani ludzie potrafią dawać niewyobrażalną siłę do życia, potrafią rozświetlać, wabić szczęście. Czasem jednak tak krótko to trwa, ze wydaje się złudą, iluzją, fatamorganą i spadasz głęboko w doł studni. Jest ciemno, zimno i głucho - bo nawet echa nie ma. A potem znowu jest słońce. Takie jest życie psia kostka.

skomentuj (3)

dzień trzeci 2005-12-03 11:09:23

Jest grudzień. Wszystko mi się jakoś rozjechało. Jestem trzeci dzień na bezrobociu. Sama się zwolniłam, a miałam pracę na dożywocie. Strasznie mi dziwnie. Pierwszy raz od pięciu lat nie wstaję rano z myślą, że czas do pracy. Już nie będę codziennie spotykać się z tymi samymi ludźmi. Już nie będę... Smutno mi przez to troszkę. Jakaś wewnętrznie rozbita jestem. Wiem, praca jak praca. Ale do diaska kto kończy studia i rzuca pracę? Z tym kończeniem studiów to też nie jest różowo. Mogłaym już w końcu napisać magisterkę i się obronić. Przecież 24 stycznia lecę. Tak , wsiadam w samolot i lecę do obcego kraju, gdzie mówią w obcym języku i gdzie nie mam pracy. Może jestem troszkę szalona. Ale tylko troszkę. W koncu jak czlowiek sobie coś wymyśli to powinien sprawdzić jak to zadziała w praktyce. A jak nie teraz to kiedy?

skomentuj (0)

jesiennie 2005-10-30 02:50:18

29.10.05r. - właściwie 30.09.05r. Jest mroźnie. Ranek był cudny. Nie mogłam wstać, ale pokonałam lenia i pojechaliścmy na zakupy. Wróciliśmy, zrobilismy obiad - trzeba pamiętać, ze sos meksykański był bardzo, ale to bardzo ostry - więcej nie będzie kleił nam się do łapek. Potem wspólne bycie, potem wspólna podróż do Pawła - w poniedziałek będzie miał urodziny. Na imieniny od Tomka dostałam telefon. A przede wszystkim piękne kwiaty i uśmiech. Po co ja w ogóle wyjeżdżam?

skomentuj (0)

decyzja 2005-07-10 20:18:06

no to już chyba wszystko wiem. Będzie bolało jak jasna cholera, ale chyba inaczej się nie da. Nie nadaję się do tego. Za bardzo boli. Dzisiaj skręca mnie w brzuchu niewyobrażalnie. Oczy ciekną jakby były dziurawe. Przelałam się.

skomentuj (8)

o śmierci może 2005-07-10 17:31:07

Umarł Andrzej Sendecki - miał 23 lata. Chodził ze mną do podstawówki, potem do mojego liceum. Nie znałam go. Czasem mówiliśmy sobie cześć. Dawno go nie widziałam. Nie zobaczę.

skomentuj (1)
Księga Gości
gad
1100394

Teatralnia

Poezjowo
jamc
biuro literackie
fabrica librorum podobno ciekawe miejsce
Poema poematycznie i koincydentalnie
Poezja - polska chyba najbliższe mi miejsce w tym wirtualnym świecie
Baczyńskie i inne melodie ładnie zielono i twórczo
Nieszuflada bałagan, ale ile się dzieje:)

blogielnia
masakrytyczna bardzo lubię oglądać i czytać
m-go klimacik fusów i papierosów, ale mimo wszystko mi bliski
sethrea może być ciekawie
mardi - gras ukradłam sobie od kogoś ten adres bo mi się spodobał
Miriam niesamowita
Pietrucha Pietruch w zasadzie - czasem mi się podobają jego literki
felix taka mała niespodziewajka - zobaczymy jak się rozwinie:)
Orzeszek jest taka galaktyka...
kloszard jak można patrzeć
Remigiusz Grzela tam, gdzie żyją impresjoniści i świeci słońce
Matylda Betula Zawsze przypominała mi rusałkę
didaskalia jeszcze nie wiem, ale już mi się podoba:)
wizjoner zakorzeniony w życiu

czułe miejsce
czuły barbarzyńca :)

praktyczna skrzynka
komórki

muzyka mojej duszy
Robert Kasprzycki
Renata Przemyk
Preisner jest obok i jednocześnie w środku